sobota, 28 lutego 2015

Rozdział 2 + bonus od My life is football, football forever

Słowa używane jako przezwiska państwa Niemieckiego, nie mają na celu nikogo urazić.(dotyczy CAŁEGO tekstu poniżej)

-To było dawno i nieprawda!-Wróciłam do krojenia pomidora.
-A właśnie, że nie tak dawno...-odłożyłam nóż i spojrzałam na niego unosząc brew, a on odwrócił wzrok i zagryzł wargę-Jakieś siedemnaście lub szesnaście lat temu.-dodał po chwili.
-No właśnie. Kto w ogóle pamięta takie głupoty?!
-Ja i wiesz co? Nigdy ich nie zapomnę, a większość z nich będę ci wypominał aż do śmierci.-wyszeptał mi ma ucho stojąc za mną i rozkładając ręce po obu stronach blatu tak abym nie miała możliwości nigdzie się ruszyć, chyba że odwrócić się do niego, na co tylko ten cham zasmarkany <<pozdrowienia dla Madzi, która ma polew z moich blogów>> czekał.
-Nie mam zamiaru spędzić z tobą swojego życia. Wybacz.-powiedziałam ze "szczerym" uśmieszkiem odwracając się  do niego tylko głową.
-Heh, nasze mamy mają inne plany, które mówiąc szczerze bardziej przypadły mi do gustu.-o nie tak się nie będziemy bawić, odwróciłam się do niego przodem.
-Słuchaj mam w dupie co nasze mamy sobie ubzdurały nigdy nie będziemy razem czy ci się to podoba czy nie.- mówiłam wprost patrząc mu w oczy.
-Właśnie mi się przypomniało, że miałem ci powiedzieć, że choć ostateczny wybór należy do ciebie...-no nie wierzę ktoś wreszcie zmądrzał!- To jednak moją mama wolałby żebyś miała długą suknię ślubną, a najlepiej do ziemi.- uśmiech zszedł mi z twarzy.
-Goetze... Jak ja cię zaraz pierdolnę...-wycedziłam przez prawie zamknięte usta. 
-Ale że tutaj tak teraz? Wiesz ja jestem zawsze chętny, ale czy w domu nie ma czasem twoich rodziców? W sumie twojej mamie by się spodobało...- jeżeli on dożyje końca dzisiejszego dnia to będzie cud.
-Psss, zacznijmy od tego czy by coś usłyszała, bo patrząc na twoje umiejętności i sprzęt to... czarno to wiedzę- jego mina niezastąpiona.
-Zakładam, że usłyszało by całe miasto gdybym...
-Poszedłbyś z tym do gazety czy wstawił zdjęcie na Insta? Nie no weź ja wiem że zrobienie tego że mną to by było przeżycie, ale tak od razu żeby cały świat wiedział?- uniosłam jedną brew.
-Mam nadzieję, że mówimy o tym samym?- Zapytał pochylając lekko głowę w bok.
-Jeśli myślisz o...
-PIECZENIU RAZEM NALEŚNIKÓW...-powiedzieliśmy równo.
-To bez sensu.-odezwał się pewien osobnik, którego głos dobiegał tuż z wejścia do kuchni. Mario słysząc tylko swojego młodszego brata przewrócił oczami.
-Co jest bez sensu?- zapytał spuszczając w dół swój wzrok.
-Wasza rozmowa, która ewidentnie zaczęła się podtekstem erotycznym...
-Goetze...-powiedziałam cichszym głosem zwracając się do Mario, ale jednocześnie nie przerywając monologu Felixa, którego i tak nikt nie słuchał.
-A co ma związek przespanie się z kimś do pieczenia naleśników...?!
-Goetze-powtórzyłam.
-Hmm?-Wybełkotał nie podnosząc wzroku.
-Przestań się gapić na moje cycki.-powiedziałam, a ten zdezorientowany spoglądną na mnie, a potem znów na moje piersi i znów na mnie.
-To tak jakby mówić o sprzątaniu lecz nagle stwierdzić, że wszystko co się mówiło było na temat siatkówki.- skończył swą wypowiedź młody.
-A w ogóle co ty tu robisz?!- odpowiedział mu Mario patrząc na niego jednym okiem.
-Trener twój dzwonił, masz być w czwartek w Monachium.
-No chyba sobie jaja robi.
-Jest mecz z Borussią, pamiętasz?- Młodszy Goetze uniósł jedną brew.
-Tego chciałem uniknąć...
-Pss pajac...
-I mówi mi to młodszy brat, który podrywa laski na tekst "Jestem Goetze, Felix Goetze" więc proszę cię wyjdź i nie kompromituj się.
-Ha, ha bardzo śmieszne.
-Jak rodzinnie.-dodałam patrząc na wychodzącego z pomieszczenia najmłodszego z braci Goetze.
-Wracając...-odwrócił głowę w moją stronę, bliżej się kurde nie mógł przysunąć.
-Chyba raczej kończąc.-przerwałam mu.
-Nawet nie zaczęliśmy, więc jakby to ci ująć.-przyłożył rękę do brody udając, że myśli.
-Nawet udawanie myślącego człowieka ci nie wychodzi...-stwierdziłam.
-Aaaa już wiem...- spojrzał na mnie i przybliżył swoją głowę do mojej muskając moje usta.
-Mario...- wyszeptałam w jego ciepłe wargi, ale on tylko pogłębił pocałunek. Miał tylko jeden problem nie miałam zamiaru go odwzajemnić.
-Mario do cholery.-powiedziałam to już głośniej.
-Mhmm...-mruknął wciąż próbując nakłonić mnie do pocałunku.
-Przestań, mówię poważnie...- wiedziałam, że teraz nie robi sobie ze mnie żartów, a swoim zachowaniem sprawił że ja też straciłam na nie ochotę.
-Ok.-spojrzał mi w oczy, ale coś mi nie pasowało, za szybko ustąpił.
-Nie próbuj robić tego nigdy więcej.- mówiłam poważnym tonem.
-A jeśli jednak zaryzykuje kiedyś tam?
-To ci strzele w ten twój zakuty, niemiecki łeb!
-Dobra niech ci będzie.- odsunął się ode mnie i oparł się o blat na przeciwko, a ja podeszłam do lodówki w celu wyciągnięcia ogórków i majonezu. Ramieniem popchnęłam drzwiczki lodówki i przeniosłam składniki tuż obok pokrojonych wcześniej warzyw. Zdążyłam je tylko odłożyć, a ten wspomniany już wcześniej zakuty, szwabski łeb złapał mnie za biodra, odwrócił w swoją stronę i chwycił mocno za ręce uniemożliwiając mi poruszanie nimi.
-Wiesz co?- zapytał.-Lubię ryzyko.- oznajmił mi wpijając swoje usta w moje. Próbowałam się uwolnić lecz na marne, oczywiste jest że on jako piłkarz jest śliny, a ja na siłowanie się z nim nie miałam ochoty. Nie miałam pojęcia co robić, aby tylko przestał bo moje błagania i tak poszłyby na marne. Po chwili odwzajemniłam pocałunek przejeżdżając lekko swoim językiem po jego, a ten chwilowo znieruchomiał i otworzył swoje oczy, a ja za nim. Zobaczyłam w nich iskierki radości, które i tak za chwile zgasnął. Chwycił mnie z powrotem za biodra i usadowił tuż obok warzyw, po czym ponownie przywarł, zachłannie swoje wargi do moich ust. Wplotłam swoje ręce w jego brązowe włosy, a on zjechał pocałunkami na szyję odsuwając mi najpierw: ramiączko od boxerki, a potem od stanika.
-Mario?- Powiedziałam niepewnie.
-Hmm?- Wrócił do moich ust. Odpowiedź była dla niego dość bolesna, bo aż się przytrzymał mnie by nie upaść z bólu.
-Ja nigdy nie rzucam słów na wiatr.-odpowiedziałam po czym zaskoczyłam z blatu przechodząc obok młodego Niemca, który trzymał się za bolące krocze, w które przed chwilą dostał ode mnie kopa.
-Jesteś... bezduszną... kobietą...-stwierdził powoli wstając i wykrzywiając twarz.
-Tak wiem.- uśmiechnęłam się lecz uśmiech zszedł mi z twarzy gdy tuż przede mną zobaczyłam straszą siostrę, która była widocznie w bardzo dobrym humorze. Mario jej nie widział bo stał do niej tyłem wciąż jęcząc, więc ta za w czasu ulotniła się z pomieszczenia. Cholera...
                                  ~*~
-A jeśli dostaniesz wezwanie do Afganistanu?- Zapytała Monika moją koleżanka, z którą chodziłam na szkolenia. Była jedną z niewielu osób poznanych na szkoleniach, które trawiłam - Pojedziesz?
-Nie mam pojęcia. Z jednej strony bym się cieszyła bo znaczyło by to, że mnie docenili, ale z drugiej... trudno było by zostawić tu rodzinę, bo nie mam pewności że wróciłabym tu cała i zdrowa, a nie w trumnie.
-No właśnie.- przytaknęła.
-Chwila czy ty chcesz mi powiedzieć...
-Nie, nie dostałam ale gościu od szkoleń taktycznych mówił, że wybiorą najlepszych i ci będą mieli możliwość lecieć tam. Nie chodzi mi o mnie, ale raczej o ciebie bo ty jesteś wręcz stworzona do wojska.
-Aaaa schlebiasz mi.- zaśmiałam się.
-Dobra ja lecę. Pa.- krzyknęła oddalając się ode mnie. Ja też ruszyłam w stronę swojego domu. Wyszłam przed szkołę gdy rozdzwonił się mój telefon. Nie patrząc na wyświetlacz odebrałam
-Halo.
-Gdzie jesteś?- Zapytał znajomy głos.
-A co cię to obchodzi?
-Bo czekam za tobą jak debil na parkingu szkolnym, w czarnym samochodzie w którym jest duszno jak cholera bo nie mogę otworzyć szyby żeby mnie nikt nie zauważył...
-Ojej biedactwo, wybacz ale jestem prawie pod domem.- powiedziałam przesłodzonym głosem.
-Widzę cię Ola... widzę cię...- ugh zapomniałam, że parking szkolny był tuż przed szkołą czyli naprzeciwko mnie.
-Naprawdę? To daj sobie spokój i jedz do domu, a ja spokojnie sobie pójdę, co ty na to?
-Wybacz, ale twoja mama kazała m cię odebrać.- odpowiedział lecz jego głos Nie dobiegł ze słuchawki, ale z samochodu, którym właśnie przejeżdżał obok mnie. -Wsiadaj.- rozkazał.
-Zawsze spełniasz jej zachcianki?- Oparłam się rękoma o drzwi samochodu.
-Tylko jeśli są one z korzyścią dla mnie.- wysłał mi w locie buziaka. -Więc wsiadaj i nie gadaj.- 
Nie uśmiechało mi się spędzić z nim kolejnych zacnych minut mojego życia, ale w sumie, im szybciej znajdę się w domu tym lepiej.
-To gdzie chcesz jechać?- Zapytał gdy byłam już w środku.
-Nawet mnie nie denerwuj!
-A jak cię zdenerwuje?- Spojrzał na mnie z cwanym uśmieszkiem.
-A jak mnie zdenerwujesz to cię...
-Znowu mnie pierdolniesz.- próbował powstrzymać śmiech, ale mu się nie udało i zaczął się śmiać w głos, a ja razem z nim. On jest tak bardzo łatwowierny, każdy normalny facet zabiłby mnie za tego kopa z rana, a on zachowuję się jakby to nie miało miejsca
                                  ~*~
Aaaa i co, nie spodziewaliście się mnie tak szybko?! :D no, ale jestem zwarta i gotowa i pisząca nowy rozdział na mojego bloga o Neymarze :) to nie wszystko co dla was mam bo jest jeszcze jeden rozdział na tego bloga(nie był on pisany przeze mnie więc są tam małe nieprawidłowości) xd. Nie dałam rady poprawić wszystkich błędów ortograficznych :) A oto on:

Stała wpatrzona w niego z zaciętą miną, miała ochotę udusić go gołymi rękami. Ah.. gdyby tylko mogła już dawno by to zrobiła.-Czego się tak lampisz Szwabie jebany.-zmierzyła go od stóp do głów
-A co nie mogę?- Spojrzał na nią spod byka.
-Nie zabronione od 1945 roku.- fuknęła wymijając go szerokim łukiem.
-Nie ładnie tak mi wypominać czasy w których na świecie mnie jeszcze nie było.- zatarasował jej wyjście z kuchni, grożąc palcem
-Te łapę to sobie w dupe wsadź i zejdź mi z drogi.- pchnęła go przez co potknął się i wypadł na korytarz, a ona za nim.
-Ała.. zadowolona?- poruszał zabawnie brwiami, a blondynka próbowała podnieść się z jego umięśnionego torsu.
-Wcale. Czy ty nie możesz pojąć że cię nie lubię, wręcz gardzę takimi jak ty i zejdź mi z drogi i nie wpieprzaj się w nieswoje życie!- darła się na cały głos czym obudziła rodziców.
-Co tu się dzie..- jej mamie załamał się głos gdy zobaczyła ich w dość dziwnej sytacji. Nawet podobało je się to bo miała nadzieję, że kiedyś będą razem więc zniknęła szybko znów za drzwiami swojego pokoju.
-Widzisz co narobiłeś?! Teraz to będą rozmowy z nimi.- uderzyła go w brzuch wstając na równe nogi.
-Czego chcesz to ty mnie wypchnęłaś!- oburzył się lecz uśmiech nie schodził mu z twarzy
-Weź wyjdź nie mogę na ciebie patrzeć, już wolałabym siedzieć w Auschwitz niż gapić  się 24h siedem dni w tygodniu na twój krzywy ryj.-wpadła do swojego pokoju przekluczając za sobą drzwi.
-Otwórz wiem że mnie lubisz, przecież nie mogłaś od tak zapomnieć wszystkich naszych chwil!- wybęłkotał stukając w drewniane drzwi które ich dzieliły.
-Mogłam i to zrobiłam. Nie denerwuj mnie muszę szykować się do pracy nie mam tak dobrze jak ty.-weszła do łazienki  połączonej z jej sypialnią i włączyła wodę żeby nie słyszeć dalszych lamentów piłkarza. Weszła pod prysznic, a jej ciało oblała fala gorąca. Zdziwiło ją to, że Mario dał sobie tak szybko spokój, ale może wreszcie pojął że ona go nie trawi? Wychodząc z kabiny owinęła się puszystym ręcznikiem i powoli weszła do swojego pokoju. Osobę którą w nim zobaczyła w tym czasie miała zamiar zabić niestety ręcznik jaki przytrzymywała na sobie jej na to nie pozwalał.
-Jak tu wlazłeś?- wrzasnęła zdziwiona
-Ulalala, jakie widoki- wyszczerzył się.
-Zamknij się i odpowiedz mi na pytanie jak tu wlazłeś?-spytała ponownie, a chłopak zamilkł.
-Głuchy?!
-Kazałaś mi być cicho więc cię podziwiam.- Uwalił się na jej łóżku, a w niej wszystko się telepało więc zamknęła oczy by się trochę uspokoić.
-Oknem kotek oknem.- nagle pojawił się za nią delikatnie gładząc jej nagie ramie.
-Kotek?! Gdzie ja ci kurde kota przypominam.- szeptneła mu do ucha.
-Wszędzie.- muskał swoimi ustami jej szyję, a ta automatycznie odwróciła i sztrzeliła mu w twarz.
-Łapy i usta z dala ode mnie!-wzięła pierwsze lepsze ciuchy z szafy i znów uciekła do małego pomieszczenia obok.
W ekspresowym tempie się ubrała, pomalowała i już miała wychodzić gdy z jej torbą wszedł Goteze.
-To chyba moje?-skarciła go wzrokiem.
-No to co z tego. Przyjaciele dzielą się wszystkim.-ukazał szereg snieżno białych ząbków, a ją aż kusiło żeby kilka z nich znalazło się na podłodze.
-Ale tu są tylko moje książki.-mruknęła pod nosem rysując sobie kreskę przy oku.
-A co robisz.- szturchnął ja, że linia dość że była krzywa to na dodatek za długa.
-Ja cię zajebie kiedyś naprawdę! Czasem zastanawiam się czy ciebie małpy nie spłodziły! -zaczęła to mazać, a brunet zaczął chlapać ją woda.
-Boże..-zawyła wnosząc ręce do góry.
-Nie boziuj mi tu, tylko ze mną pogadaj.- mrugnął do niej okiem.
-Nie mam teraz czasu muszę  się przebrać.- zakomunikowała unikając spojrzenia chłopaka.
-To potem o 20? W kawiarni tu niedaleko? - chwycił ja za nadgarstek,
-Heh. A mam inny wybór?
-To super.- palnął wychodząc.

poniedziałek, 2 lutego 2015

Rozdział 1

Wstałam z łóżka i udałam się do łazienki w celu wzięcia szybkiej orzeźwiącej kąpieli, zgarniając ze sobą po drodze jakieś ubrania z szafy. Szybko wyleciałam pod prysznic i odkręciłam wodę, jednak jak szybko weszłam tak szybko wyszłam, ponieważ woda była cholernie gorąca. Ustabilizowałam temperaturę cieczy i powoli wślizgnęłam się pod strumień wody. Po porannej toalecie, zeszłam na dół w celu upolowania czegoś na śniadanie. Już schodząc ze schodów zauważyłam dobrze znaną i nielubianą przeze mnie postać.
-O wstałaś już.-zapytał siedząc na wysokim krześle przy balacie. Czasami mam wrażenie, że on tu zamieszkał.
-Nie nadal śpię.-odpowiedziałam bez emocji.
-Ola lecę do szkoły!-Usłyszałam głos młodszej siostry z przedpokoju.
-Masz śniadanie?
-Emm yep mam. To pa!
-Na razie!-Krzyknęłam mając w buzi zrobioną przeze mnie przed chwilą kanapkę.
-Musisz taka być?-Zapytał upijając łyk swojej kawy.
-Si muszę.-odpowiedziałam nie odwracając się nawet i zaczęłam kroić pomidora na resztę kanapek, które miałam uszykować, bo ktoś musi wkońcu nakarmić tą husarie w domu.
-Pamiętasz jak było kiedyś?-Wstał z krzesełka i stanął obok mnie, opierając się rękoma o blat. Nie odpowiedziałam-A może nie chcesz pamiętać hmm? Byliśmy przyjaciółmi prawie najlepszymi, a potem twój dziadek...
-Odwal się od mojego dziadka!-Powiedziałam szorstkim głosem, grożąc mu nożem, ale jego nawet to nie wzruszyło, tylko uśmiechnął się i spuścił wzrok na moją rękę w której trzymałam ostrze. Dobrze wiedziałam o czym myśli.
-Kiedyś też mi tak groziłaś, fakt nie miałaś wtedy noża, ale łopatkę.-mówił to wszystko z uśmiechem, wiedziałam, że chce wzbudzić we mnie litość...

Idąc koło domu państwa Gałczyńskich z daleka można było usłyszeć dwójkę około 6 letnich dzieci bawiących się w piaskownicy i śmiejacych się na cały głos. Nie zwracali uwagi na przechodniów, którzy patrzyli na nich z uśmiechem.
-Ej rozwaliłeś mój zamek!-Krzyknęła oburzona dziewczynka do swojego starszego o 2 lata rówieśnika.
-Nie dramatyzuj, zrobimy nowy!-Odparł wesoło chłopczyk.
-Ale ja nie chce nowego!-Rówieśniczka założyła ręce na klatce.
-Dobrze zbuduje ci taki sam.-powiedział znudzony i wziął do ręki jej grabki, po czym rozpoczął budowę nowego zamku.
-Ale on jest inny!-Stwierdziła 5 latka gdy jej kolega już skończył.
-To niech ci go twoja kochana siostra odbuduje bo ja nie potrafie!-Powiedział lekko zdenerwowany chłopiec.
-Odczep się od mojej siostry!-Przełożyła mu małą łopatkę do klatki piersiowej. Ciągle się kłócili, praktycznie pierwsze ich spotkanie zaczęło się kłótnią, ale nie mogli wytrzymać bez siebie ani jednego dnia...
__________________ ~*~____________________
Przybyłam! Dość szybko jak na mnie ;D Tak wiem krótki -_- co tu jeszcze mogę napisać chyba to już wszystko co mam do powiedzenia :> aaaa już wiem co chciałam napisać :D brak imienia i nazwiska nie jest pomyłkom, ale myślę że każdy domyśli się o kogo chodzi :)
5 KOMENTARZY----> NASTĘPNY ROZDZIAŁ!!!